|
Human Resources, Public Relations, flipchart, FMCG - wiele obco brzmiących określeń weszło do codziennego słownictwa wielu branż, w tym do języka prezentacji. Jak zwiększyć skuteczność wystąpień publicznych upraszczając język, a nie tracąc sensu?
Julian Tuwim napisał kiedyś zabawne opowiadanie "Ślusarz". Tytułowy ślusarz posługiwał się wyłącznie określeniami typu "roztrajbować ferszlus" na "zablindowanej droselklapie" przy pomocy "holajzy". Jego klient dogadał się z nim wyłącznie dlatego, że nie rozumiejąc ani słowa powtarzał każdy trudny wyraz użyty przez ślusarza - udając, że doskonale wie o co chodzi.
Przypomniałem sobie to opowiadanie całkiem niedawno, gdy przedstawicielka mojego banku oferowała mi jakieś nowe usługi. Na samym początku powiedziała, że bank przedstawia mi tę ofertę na podstawie moich "estymowanych dochodów". W tym momencie wyłączyłem się z rozmowy - miła pani z banku opowiadała pewnie ile skorzystam, ale ja zastanawiałem się tylko nad jednym. Dlaczego zamiast "przewidywane", "spodziewane" czy "obliczone" powiedziała "estymowane"? Dlaczego nie mówi prosto i po polsku?
Oczywiście wiele dziwnie brzmiących określeń wynika z pewnej konwencji. Pani "menedżer ds. HRM" obraziłaby się, gdyby nazwać ją "kadrową". Powiedzenie "produkty codziennego użytku" zamiast "FMCG" też byłoby uznane w wielu miejscach za objaw rażącej niekompetencji lub gruby nietakt...
Za komuny mieliśmy w sklepach "podgardla dziecięce", "zwisy wieloramienne" i "przymiary trójkątne". Decydenci uznali najwidoczniej, że będzie to brzmiało ładniej i szlachetniej, niż śliniak, żyrandol czy ekierka. Słyszałem kiedyś, jak pewien dyrektor PGR w radiowym wywiadzie chciał pochwalić się hodowlą świnek. Zamiast powiedzieć to prosto i po polsku powiedział jednak coś takiego: "W czasokresie miesiąca kwietnia zrealizowaliśmy zagospodarowanie nowooddanej chlewni". Wiele takich określeń trafiło do dowcipów.
Skłonność do nowomowy nie odeszła jednak wraz z komunizmem.
Przygotowując ten tekst zapoznałem się z kilkudziesięcioma ofertami i prezentacjami różnych firm szkoleniowych. Czy możesz, Drogi Czytelniku, wyjaśnić mi "co autor miał na myśli" pisząc:
- "W tych obszarach tematycznych realizujemy pakiety certyfikowanych narzędzi"?
- "Specyfiką szkolenia jest obniżona strukturalizacja"?
- "Operacyjno-taktyczny monitoring efektywności i skuteczności aktywnych działań marketingowych i sprzedażowych"?
To ostatnie sformułowanie jest tak cudownie absurdalne, że chyba powieszę je sobie w ramkach w gabinecie. Zaraz obok wojskowej komendy "Czołganiem przez pełzanie do tyłu naprzód marsz!" Oczywiście, jeśli się zastanowimy, to nawet takie koszmarki możemy zrozumieć. Domyślimy się, że "pakiety certyfikowanych narzędzi" to jakieś opatentowane metody, a "szkolenie z obniżoną strukturalizacją" oznacza że będzie można zadawać dużo pytań.
Tylko dlaczego autorzy nie napisali tego od razu prosto i po polsku?
- "Stosujemy sprawdzone i opatentowane metody"
- "Na zajęciach panuje luźna atmosfera - możesz zadać każde pytanie i otrzymasz odpowiedź"
- "Ciągle sprawdzamy skuteczność naszych działań"
W Twojej prezentacji ważne jest to, co TY masz do przekazania oraz JAK skorzysta z tego Twój SŁUCHACZ. Napuszony pseudofachowy język tylko to utrudnia.
Interesujące pożyteczne informacje przekazane prostym językiem - oto recepta na sukces Twojej prezentacji!
Uwaga! Zadanie w wersji dla osób nieprzekonanych powyższym artykułem: Przeprowadź monitoring swojej prezentacji w obszarze lingwistyki i niekonwencjonalnych akronimów. Następnie przeprowadź konwersję tych komponentów na ekwiwalenty "user-friendly". Więcej w PS.
Jerzy Rzędowski
PS. Zdziwił cię język jakim w ramce powyżej opisałem zadanie? Jeśli tak to dobrze, tak naprawdę był to test na to, czy zwracasz uwagę na jasność przekazu. Tak naprawdę to samo polecenie możnaby zapisać prościej:
Zadanie dla ciebie: przejrzyj swoją prezentację i podkreśl w niej wszystkie wyrazy obce i żargonowe oraz wszystkie skróty. Gdzie tylko można, zamień je na słowa zrozumiałe dla każdego. A może znasz sposób by jeszcze uprościć? |